Biegłam. Nie zastanawiałam się gdzie. Po prostu biegłam. Miałam wrażenie, że im dalej nich jestem, tym dalej jestem od problemów, jakie w tej chwili mnie otaczały. Stwarzały taką otoczkę, że się dusiłam. Dusiłam we własnym ciele, nie mogłam się pozbyć tego uczucia. Usłyszałam z jej ust te słowa i nie wytrzymałam, puściłam się biegiem, miałam ich dość. Biegłam… Nie chciałam tam dłuższej być. Nie obchodziły mnie konsekwencje, chciałam biec. Uciec, od nich uciec. Wszystkich bez wyjątków. Przed światem, przed rodziną, przed fałszywymi przyjaciółkami, przed dręczycielami, przed nimi wszystkimi po kolei. Najlepiej by było gdyby po prostu zniknęli. Nigdy nie wracali, nie zawracali głowy, dla ich własnej korzyści. Koniec… Byłam dla nich, ale nie oni dla mnie. Musiałam się od nich uwolnić. Jak najszybciej. Nie mogłam się ani załamać, ani poddać. Zrobiłabym im tylko wielką przyjemność patrzenia na moją klęskę. Nie pozwolę im mnie zniszczyć, tyle wycierpiałam. Siedemnaście lat. Siedemnaście pieprzonych lat z nimi w roli głównej. Wspaniałe imprezy… Tak oczywiście. Kochani i wspierający przyjaciele… Fałszywe i dwulicowe istoty. Kochający rodzice… Którzy nienawidzili tego jaka jestem. Ludzie, którym naiwnie ufałam? To oni mnie zdradzili. Pewnego dnia zapłacą, jeszcze przyjdzie taki czas, kiedy to ja będę im się śmiać w twarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz